“Reklamacja możliwa tylko przy okazaniu paragonu”, “Zachowaj paragon do ewentualnej reklamacji” – ile wersji tego napisu widzieliśmy? Ile razy słyszeliśmy go od sprzedawcy w sklepie? Tysiące. Nic dziwnego zatem, że w naszych umysłach “paragon” stał się wręcz cenniejszy niż rzeczy na nim widniejące. Okazuje się świstkiem papieru niemal na wagę złota. Tymczasem….

Czym jest paragon?

Nie jest niczym innym, jak dowodem na umowę kupna-sprzedaży pomiędzy klientem, a konkretnym sklepem. Jest zatem potwierdzeniem zakupu  bezpośrednio w danym punkcie. Sprzedawca może go od nas żądać, ale jest on niezbędny głównie w sytuacjach, gdy zakupiona rzecz dostępna jest w wielu punktach. Jednak sprzedawcy nauczyli się wykorzystywać, a wręcz nadużywać jego wagę.

Nie dajmy się

Tymczasem ustawa jasno nie określa paragonu jako podstawy reklamacji. Mówi natomiast o dowodzie zakupu. Chcąc zareklamować produkt, musimy przedstawić cokolwiek, co pozwoli ustalić, że dana rzecz została kupiona dokładnie w tym miejscu. Może to być  między innymi potwierdzenie przelewu internetowego, mailowe potwierdzenie otrzymania wpłaty przez sprzedającego, a nawet zeznania świadków. Możliwości jak widać mamy sporo i korzystajmy z nich, zwłaszcza że żywotność paragonów jest dość krótka i po kilku miesiącach okazuje się, że ich po prostu nie ma. A przede wszystkim nie dajmy się “paragonowemu” szaleństwu.

0